R8 Basket – GKS. Odsłona druga

W ćwierćfinale czekają nas jeszcze co najmniej dwa spotkania. Obecny stan rywalizacji do trzech zwycięstw to 1-1. Tym razem rola gospodarza przypadnie GKS-owi Tychy, który we własnej hali potrafił pokonywać najlepszych. Ale czy przy tych drużynach ktokolwiek zdoła osiągnąć większą przewagę?

Pojedynki w Krakowie doskonale ukazały, że obie strony są na bardzo zbliżonym poziomie. Pierwszego dnia zmagań R8 Basket za sprawą m in. fantastycznej skuteczności rzutów trzypunktowych wypracował sobie w pewnym momencie nawet blisko 20 „oczek” zaliczki, a ostatecznie triumfował w rozrachunku 91:85. Druga konfrontacja przyniosła niejako odwrócenie ról. To tyszanie częściej trafiali z dystansu, prezentowali szybką koszykówkę i wygrali 90:94.

Właśnie ta potyczka ujawniła dobitnie ich atuty. Kontry, błyskawiczne konstruowanie ataku oraz „trójki” może są prostymi środkami, lecz przynoszącymi efekty. W tym ostatnim aspekcie wykazał się mierzący 200 cm wzrostu Marcin Kowalewski jeszcze przed przerwą czterokrotnie umieszczając piłkę w obręczy zza linii 6, 75 m. W ostatniej minucie batalii natomiast, kiedy krakowianie prowadzili 85:81 dwa razy tej samej sztuki dokonał znany z ekstraklasy Michał Jankowski, choć trzeba przyznać, że w międzyczasie przewinieniem technicznym ukarany został Jakub Załucki, co stworzyło GKS-owi sprzyjające okoliczności. Niemniej, umiejętnie wykorzystał okazję, dzięki czemu przed drugą edycją nastroje wewnątrz drużyny są przypuszczalnie całkiem dobre.

Wymieniając pojedyncze postaci nie wolno zapomnieć o rozgrywającym, Norbercie Kulonie. Znów udowodnił, że dysponuje znakomitą kondycją. Napędza akcje kolektywu, tworzy kolegom przestrzeń i podaniami otwiera im dalszą drogę do wykończenia zagrywek. Do tego, sam wie jak pełnić rolę egzekutora, a ponadto mocno angażuje się w defensywie, co czyni go zawodnikiem kompletnym. Pod względem motorycznym wtóruje mu Damian Szymczak. Rzucający obrońca dzielnie biega do przodu sprawiając wrażenie, jakby nic go nie mogło zatrzymać. Nie zawsze ta taktyka gwarantuje profity, aczkolwiek wprowadza niemałe zamieszanie. Podobna charakterystyka tyczy się Filipa Małgorzaciaka, przy czym on gdy złapie rytm,  wręcz indywidualnie przesądza o losach bojów pokazując ogromną wszechstronność. Świetnie czuje się za łukiem, jak i wbiegając pomiędzy defensorów, by po chwili zwieńczyć rajd  punktami.

Aby myśleć o pozytywnych rezultatach nasz team nie ma prawa dać się rozpędzić przeciwnikowi. Gracze sami doskonale wiedzą, że wówczas znacznie łatwiej narzucić własne warunki, a zestawienie niezwykle groźnego obwodu z wysokimi – Jakubem Dłuskim oraz Patrykiem Pełką, notabene równie dobrze radzącymi sobie dalej od tablicy, stwarza niezwykle groźną broń.

Należy pamiętać, że teraz żadna pauza spowodowana przekroczeniem limitu fauli nie grozi Michaelowi Hicksowi. Zresztą identycznie wygląda przypadek Jankowskiego. Obaj lubią „strzelać” w stronę kosza z częstotliwością karabinu maszynowego. Jeżeli do tego dołożą skuteczność, istnieje prawdopodobieństwo, że poziom widowiska wykroczy poza standardowe ramy.

Atutem bez wątpienia jest fakt, że Kraków i Tychy dzieli tylko nieco ponad godzina drogi. Stąd podróż raczej nie okaże się szczególnie męcząca. Wobec konieczności rozegrania meczów dzień pod dniu czynnik ten przybiera niebagatelne znaczenie. Trzeba brać, bowiem pod uwagę zmęczenie. Najpewniej okaże się ono dokuczliwe głównie w niedzielę. Kto sobie lepiej poradzi, przybliży się do realizacji celu. Jeśli scenariusz się powtórzy i oba kluby ponownie zgarną po jednej wiktorii, 25 kwietnia pod Wawelem odbędzie się piąta, decydująca rozgrywka. Każde inne rozstrzygnięcie zakończy ćwierćfinał już w niedzielę.

Mecz w sobotę o godzinie 18. Mecz w niedzielę o godzinie 18.

Chcesz wiedzieć więcej? Śledź naszego Facebooka i Instagrama