Są tylko początki

Pojedynek numer cztery niósł za sobą jeszcze większy ładunek emocjonalny. Michael Hicks za wszelką cenę chciał udowodnić, że nie zamierza być postrzegany przez pryzmat słabszych występów, bądź łapanych przewinień technicznych. Drużyna wiedziała, iż porażka oznacza zakończenie tego sezonu. Walka była niesamowita. Wymiana ciosów godna największych sportowych widowisk. Faule techniczne dodające pikanterii i szalone „trójki” z obu stron podobały się tak samo jak wola zwycięstwa. Minimalnie lepszy okazał się GKS Tychy. R8 Basket kończy sezon, zostawiając po sobie mnóstwo historii pełnej wywalczanych zwycięstw w ostatnich sekundach, koszykówki opartej na doświadczeniu, indywidualnych i zespołowych umiejętnościach oraz nadzieję pokazującą, że zawsze warto walczyć o założony cel.

Niedzielne spotkanie znów lepiej rozpoczęli gospodarze. W obronie odcinali od podań najlepszego w szeregach R8 Basket poprzedniego dnia, Jakuba Dłuskiego. Przez to stracono niezwykle cenny atut. GKS natomiast forsując szybką i skuteczną koszykówkę osiągnął prowadzenie 12:3, stawiające go w dobrym położeniu. Dali o sobie znać m in. Damian Szymczak i Dawid Słupiński, celnie rzucając po uprzednio przygotowanych pozycjach.

Krakowianie odpowiedzieli dopiero, gdy odpowiedzialność za ofensywę wziął Michael Hicks. Jak się okazało, tym razem słusznie. Urodzony za Oceanem obwodowy wykazywał determinację kolosalnych rozmiarów. Rywale nie radzili sobie z nim zupełnie. Sztab szkoleniowy rotował składem, szukał różnych rozwiązań, ale strzelec zostawał poza ich zasięgiem. Można było posądzać go o indywidualizm, lecz tego wieczoru ta strategia dawała efekty. Trafienia z dystansu, jak i po  dynamicznych wejściach w strefę podkoszową sprawiły, że goście zbliżyli się do remisu.

Ponadto, „trójką” umiał zagrozić Marcin Nowakowski, a kolegów wsparł też Seid Hajrić, mocno pracując przy tablicach. Tyszanie wygrali pierwszą kwartę 29:24 właściwie tylko dzięki popisom Piotra Hałasa, który świetnie wszedł do gry. Przeprowadził z nadspodziewaną swobodą kilka akcji, podrywając zarazem partnerów do walki. Jednak o odczuwaniu komfortu nikt już nie myślał.

Zwłaszcza, że w drugiej partii Dłuski i Hicks zapewnili równowagę, 32:32. Szczególnie postawa Amerykanina wzbudzała zainteresowanie. Mając coś do udowodnienia jednemu przedstawicielowi ekipy oponenta, Michałowi Jankowskiemu wprowadził się w trans. Obaj uczestniczyli podczas całej, ćwierćfinałowej rywalizacji w wielu nerwowych sytuacjach, co najwyraźniej podziałało niczym płachta na byka. Przynosiło to kolejne, ważne zagrania, przybliżające R8 Basket do pożądanego zwycięstwa. Zresztą w samej pierwszej połowie zdobył 24 punkty! Wykorzystał 8 z 12 rzutów z gry i 6 spośród 7 liczonych za jeden. Nie sposób znaleźć lepszą informację dla opisania jego parkietowych wyczynów.

Warto podkreślić, że równowagę dla popisów Amerykanina dysponującego polskim paszportem stanowił niezmiennie Dłuski. Po trudnym dla siebie starcie meczu, z czasem doszedł do głosu pokazując prawdziwą klasę.

Tyle, że w zmaganiach tej pary nie może zabraknąć skrajnych emocji. Faul techniczny przypisany Michałowi Baranowi i zaraz potem trenerowi R8 Basket spowodował, że szansę podreperowania bilansu otrzymali miejscowi. Marcin Kowalewski, notabene znakomicie czujący się w tym fragmencie potyczki doskonale wiedział jak się zachować. Trzeba przyznać, iż on do spółki z Szymczakiem bez względu na okoliczności trzymali team w ryzach. Długą pauzę spędzili, zatem przy minimalnie korzystniejszym dla siebie rezultacie 56:54.

Po zmianie stron, kiedy koszykarze mimo wszystko nabrali sił nastała nowa wymiana ciosów. Dał o sobie znać Jankowski, nie myląc się przy próbach z daleka. Odpowiedź, szczęśliwie, przychodziła natychmiastowo. Poza Hicksem wsparcie gwarantowali Marcin Malczyk i Patryk Pełka. To grono zasilił także Nowakowski, sprytnie wbiegając między obrońców. Akurat tą sztukę opanował w zaawansowanym stopniu.

Niemniej, należało pamiętać o tylnej formacji. Niesamowicie precyzyjny był, bowiem Szymczak, bez najmniejszych kłopotów punktujący zza łuku. Właśnie on przyczynił się w istotny sposób do tego, że przed decydującą batalią tablica świetlna wskazywała wynik 81:81.

Odsłona numer cztery przyniosła piękny scenariusz. Już wszyscy wiedzieli, że najważniejsza ze statystyk przyjmie zdecydowanie ponadprzeciętne wymiary. Kolektyw spod Wawelu trzymał się dzielnie. „Odkurzony” został Jakub Załucki, wykazując instynkt prawdziwego snajpera. Pozwolił nawet osiągnąć drużynie parę „oczek” przewagi, odgrywającej niebagatelną rolę wobec przebiegu konfrontacji. Ta, oczywiście, w przeciągu sekund przestała istnieć. Następne przewinienie techniczne, nieomylność Szymczaka oraz Jankowskiego odwróciła bieg wydarzeń. Jeżeli o sukcesie decydują detale, znaczenie ma choćby pojedyncze zachowanie bądź decyzja, niosąca kapitalne dla jednych, a ogromnie przykre dla drugich skutki. Szczęście znalazło się po stronie miejscowych. Wywalczyli sobie udział w półfinale, okazując pełną radość.

Dla R8 Basket był to sezon wielu prób. Sportowych umiejętności, charakteru, wytrzymałości, ambicji i pewnie jeszcze wielu innych czynników. Zdołano zgotować w przeciągu miesięcy piękne historie, emocje, nadzieję. Mimo trudów o wygraną, tą pojedynczą oraz rozpatrywaną w perspektywie całych rozgrywek, bitwa trwała do ostatnich sekund. Szczęście dopisało przeciwnikom, przy czym to nie musi oznaczać zabrania perspektyw. Już zdołano wykonać sporo pożytecznej pracy, która może stworzyć ciekawą podbudowę pod dalsze dążenia.

GKS Tychy – R8 Basket AZS Politechnika Kraków 113:105 (29:24, 27:30, 25:27, 32:24)

GKS: Szymczak 35, Jankowski 23, Hałas 21, Kowalewski 16, Kulon 7, Słupiński 7, Deja 4.

R8 Basket: Hicks 32, Dłuski 24, Nowakowski 19, J. Załucki 15, Pełka 6, Baran 5, Malczyk 2, Hajrić 2.

Chcesz wiedzieć więcej? Śledź naszego Facebooka i Instagrama